Tomasz Lis – Społeczeństwo zero, 04.01.2026

 

Obok papieru toaletowego na papierze są też arcydzieła literatury światowej i piękne albumy malarskie i fotograficzne. Wiadomo oczywiście co się z tych rzeczy lepiej sprzedaje. Oczywiście to co jest do dupy.

Podobnie dość jest z konsumpcją żywności i mediów. A nawet gorzej, papierowi toaletowemu nie można bowiem odmówić przydatności, a uwielbiana przez sporą cześć populacji świata żywność śmieciowa wartości odżywczej nie ma prawie wcale. Podobnie jak to co serwują ludziom media, a co w coraz większym stopniu jest pseudoinformacyjnym bezwartościowym śmietnikiem, gumą do żucia dla oczu, która bardziej przydałaby się jako zatyczki do uszu.

Bułhakow pisał w „Mistrzu i Małgorzacie” o „rybie drugiej świeżości”, co było oczywiście zabawą i paradoksem. Ryba drugiej świeżości jest po prostu nieświeża a do tego często śmierdząca. To co serwują media też coraz częściej jest drugiej, trzeciej i czwartej świeżości i śmierdzi albo głupotą, albo infantylizmem, albo- szczególnie ostatnio- ruskimi onucami. Te śmierdzą zresztą strasznie w przeciwieństwie do nie gwałcących podniebienia i powonienia ruskich pierogów.

Internet to chyba najbardziej dualistyczny a nawet schizofreniczny w swej istocie wynalazek w historii ludzkości. Ułatwia życie, usprawnia komunikację i usługi, przyspiesza zakupy, a przede wszystkim zapewnia zupełnie nieograniczony dostęp do wszelkiej wiedzy. Jest genialny, aż za diabła nie może pojąć jak ludzkość mogła tyle tysiącleci funkcjonować bez niego. Takie koło miało, gdy zostało wynalezione, w zasadzie samo plusy. Z internetem tak dobrze nie jest. Wspaniałe dziecko ludzkiej myśli i narzędzie jej niepohamowanej ekspansji w coraz większym stopniu staje się największym w historii narzędziem do ogłupiania ludzkości. Zamiast napędzać ludzką myśl często z myślenia zwalnia. Staje się też ukochaną zabawką wszystkich dyktatorów, szczególnie tych, którym inaczej niż panu Kaczyńskiemu, internetu drukować nie trzeba. Aż strach pomyśleć co by było ze światem gdyby internet mieli Hitler, Stalin i Mao oraz gdzie byśmy w takiej sytuacji jako ludzkość byli.

Być może najgroźniejszy sojusz naszych czasów to sojusz błyskawicznie idiociejących mediów z bezwzględnymi, cynicznymi politykami. Tym pierwszym chodzi tylko o zysk, tym drugim tylko o władzę. Cyniczni politycy potrzebują skretyniałych mediów, a skretyniałe media nie są w stanie kontrolować cynicznych polityków, co powinno być ich naczelnym zadaniem. Więcej, traktują ich jako kolejne źródło rozrywki. Tak jak amerykańskie media traktowały Trumpa zanim okazało się, że to nie one bawią się nim, ale on nimi.

Do tego przydługiego zapewne wstępu skłoniła mnie przebrzmiewająca powoli, choć niesłusznie, afera z zaproszeniem do kanału Zero tzw. kamratów, czyli dwóch zbzikowanych delikwentów, serwujących publice przekaz faszystowsko- ruski.

Redakcja uznała, że sprzedając ten towar też może zarobić, do boju wystawiła jakiegoś żółtodzioba, który poległ koncertowo, bo walki nawet nie podjął, a jak mógł podjąć, jak nie ma zielonego pojęcia o dziennikarstwie. Gdyby miał to zadania by nie dostał albo by się go nie podjął.

W rezultacie milionową publiczność uraczono faszystowsko- ruską potrawą ze śmieciowego menu, właściciele kanału liczą pewnie zyski i guzik ich obchodzi afera, która przy okazji wybuchła, być może nawet ich ucieszyła, bo zyski tylko zwiększyła. Kolejna granica pękła, zapewne nie ostatnia. Zresztą poniekąd o to właśnie szło.

Emisja tego wywiadu była w swej istocie pomysłem z natury ruskim, nawet jeśli nie taka była intencja, a właściciele i twórcy kanału żadnych agenturalnych powiązań nie mają.

To ruski patent, by konsekwentnie podważać i dewaluować wszelkie wartości, na których zbudowana została zachodnia cywilizacja. To ruski pomysł, by system rozwibrować, podmyć, a wartości zrelatywizować. Gdy w diabły pójdzie fundament, runie cały gmach. A dokładnie tego wymaga stworzenie ruskiego miru. Relatywizm ma być absolutny, cynizm wszechogarniający, nihilizm pełny. Kanał Zero uchodzi za medium konserwatywno-prawicowe, co każe zapytać dlaczego realizuje taki projekt, choć prawica deklaruje przywiązanie do wartości, lekceważenie i niszczenie ich zarzucając swym przeciwnikom. Tu odpowiedź jest aż zbyt banalna i prosta. Deklarowanie przywiązania do wartości nie oznacza ich respektowania, a tym bardziej woli ich pielęgnowania. To po pierwsze. Po drugie świat nihilizmu, zniszczonych lub przynajmniej podważonych wartości to eldorado i czarnoziem dla wszelkiej maści dyktatorów i zamordystów. Bez fundamentu wartości społeczeństwa i narody są w zderzeniu z ich bezwzględnymi i cynicznymi planami w zasadzie bezbronne. Złodzieje i włamywacze też zaczynają od dezaktywizacji alarmu, rozwalenia zamków i wyważenia drzwi, jeśli trzeba z futryną. Kaczyńskim, Ziobrom, Mentzenom i Braunom audycja więc się podobała nawet jeśli kamratów uważają za debili. Zrobiony został kolejny krok w stronę świata, którego pragną i w którym będzie im dobrze i łatwo. Świat bez wartości, zidiociałe media i ogłupiona, otępiała publika. To ich marzenie.

Oczywiście ten nieszczęsny program był też bękartem mariażu cynizmu politycznego z medialnym. To też plan i projekt. Jeśli może ludziom zaserwować takie gówno, to można im podać w zasadzie wszystko. Na końcu nawet jeśli im się czknie tylko się obliżą. Jeśli można zarobić na czymś takim, to można zarobić na wszystkim. Porządne media muszą na siebie zarobić, o czym jako wieloletni pracownik dwóch największych prywatnych stacji telewizyjnych i naczelny dwóch tygodników wiem doskonale. Ale pieniądze niezbędne do utrzymania i funkcjonowania mediów nie mogą być głównym celem ich funkcjonowania. Media bez misji i odpowiedzialności niczym się nie różnią od fabryki gwoździ. A dziennikarstwo bez wartości i etyki to absurd i groteska, prosta droga do degradacji polityki i degrengolady społeczeństwa. To zaproszenie katastrofy.

Kiedyś byłem zwolennikiem niemal nieograniczonej wolności słowa, ale dziś już wiem, że to droga do zguby. Ok, ale jak wyznaczyć granice tego co można a czego nie, co można zaakceptować a co trzeba odrzucić? To w sumie proste. Wystarczą odpowiedzialność i elementarne poczucie smaku. Miejsce patologii jest na marginesie i na śmietniku, a nie w mainstreamie.

Gdy moje córki były małe i akurat były nieznośne, mówiłem im, z czego śmieją się do dziś, „dziewczynki, są granice”. Śmiały się zresztą i wtedy doskonale wiedząc, że ojciec pogada, ale i tak pozwoli na wszystko. Znam więc doskonale ograniczoną moc zaklęcia „ są granice”. Niezmiennie wierzę jednak w sens jego wypowiadania i ich wytyczania. Oczywiście jeśli nie chcemy za jakiś czas mieć nie kanału zero, ale społeczeństwa zero.

Felieton Tomasza Lisa >>>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz