Obok papieru toaletowego na papierze są też arcydzieła literatury światowej i piękne albumy malarskie i fotograficzne. Wiadomo oczywiście co się z tych rzeczy lepiej sprzedaje. Oczywiście to co jest do dupy.
Podobnie dość jest z konsumpcją żywności i mediów. A nawet gorzej, papierowi toaletowemu nie można bowiem odmówić przydatności, a uwielbiana przez sporą cześć populacji świata żywność śmieciowa wartości odżywczej nie ma prawie wcale. Podobnie jak to co serwują ludziom media, a co w coraz większym stopniu jest pseudoinformacyjnym bezwartościowym śmietnikiem, gumą do żucia dla oczu, która bardziej przydałaby się jako zatyczki do uszu.
Bułhakow pisał w „Mistrzu i Małgorzacie” o „rybie drugiej świeżości”, co było oczywiście zabawą i paradoksem. Ryba drugiej świeżości jest po prostu nieświeża a do tego często śmierdząca. To co serwują media też coraz częściej jest drugiej, trzeciej i czwartej świeżości i śmierdzi albo głupotą, albo infantylizmem, albo- szczególnie ostatnio- ruskimi onucami. Te śmierdzą zresztą strasznie w przeciwieństwie do nie gwałcących podniebienia i powonienia ruskich pierogów.
Internet to chyba najbardziej dualistyczny a nawet schizofreniczny w swej istocie wynalazek w historii ludzkości. Ułatwia życie, usprawnia komunikację i usługi, przyspiesza zakupy, a przede wszystkim zapewnia zupełnie nieograniczony dostęp do wszelkiej wiedzy. Jest genialny, aż za diabła nie może pojąć jak ludzkość mogła tyle tysiącleci funkcjonować bez niego. Takie koło miało, gdy zostało wynalezione, w zasadzie samo plusy. Z internetem tak dobrze nie jest. Wspaniałe dziecko ludzkiej myśli i narzędzie jej niepohamowanej ekspansji w coraz większym stopniu staje się największym w historii narzędziem do ogłupiania ludzkości. Zamiast napędzać ludzką myśl często z myślenia zwalnia. Staje się też ukochaną zabawką wszystkich dyktatorów, szczególnie tych, którym inaczej niż panu Kaczyńskiemu, internetu drukować nie trzeba. Aż strach pomyśleć co by było ze światem gdyby internet mieli Hitler, Stalin i Mao oraz gdzie byśmy w takiej sytuacji jako ludzkość byli.
Być może najgroźniejszy sojusz naszych czasów to sojusz błyskawicznie idiociejących mediów z bezwzględnymi, cynicznymi politykami. Tym pierwszym chodzi tylko o zysk, tym drugim tylko o władzę. Cyniczni politycy potrzebują skretyniałych mediów, a skretyniałe media nie są w stanie kontrolować cynicznych polityków, co powinno być ich naczelnym zadaniem. Więcej, traktują ich jako kolejne źródło rozrywki. Tak jak amerykańskie media traktowały Trumpa zanim okazało się, że to nie one bawią się nim, ale on nimi.
Do tego przydługiego zapewne wstępu skłoniła mnie przebrzmiewająca powoli, choć niesłusznie, afera z zaproszeniem do kanału Zero tzw. kamratów, czyli dwóch zbzikowanych delikwentów, serwujących publice przekaz faszystowsko- ruski.
Redakcja uznała, że sprzedając ten towar też może zarobić, do boju wystawiła jakiegoś żółtodzioba, który poległ koncertowo, bo walki nawet nie podjął, a jak mógł podjąć, jak nie ma zielonego pojęcia o dziennikarstwie. Gdyby miał to zadania by nie dostał albo by się go nie podjął.
W rezultacie milionową publiczność uraczono faszystowsko- ruską potrawą ze śmieciowego menu, właściciele kanału liczą pewnie zyski i guzik ich obchodzi afera, która przy okazji wybuchła, być może nawet ich ucieszyła, bo zyski tylko zwiększyła. Kolejna granica pękła, zapewne nie ostatnia. Zresztą poniekąd o to właśnie szło.
Emisja tego wywiadu była w swej istocie pomysłem z natury ruskim, nawet jeśli nie taka była intencja, a właściciele i twórcy kanału żadnych agenturalnych powiązań nie mają.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz